Kinkiet pana Benoit

 

Pan Benoit codziennie po zmroku wracał do swojego małego mieszkania położonego przy rue Pierre. W tej drodze myślami był jeszcze w pracy, albo gdzieś tam, nie tutaj.

Mijał te same starodawne kamienice, stukał tymi samymi podeszwami, czuł ten sam zapach wiekowych kamieni połączony z wilgocią i parującym kurzem. W domu czekała na niego jak zawsze pani Colette, tłusta kocia o lśniącym futerku i obrażonej minie.

Czuły zegar ( pamiątka po pradziadku!) wystukiwał ten sam rytm z tą niesłychaną i cudowną precyzją.

Pan Benoit zjadał ustaloną potrawę, we wtorki był to cordon blue i crème brulée, w piątki pokaźna rybka.

Po powrocie jak co wieczór czytał "poranną" prasę, na którą to wcześniej brakowało mu tych kilku minut.

Przyjaciół zapraszał z rzadka, a miał ich niewielu. Wysyłał pisemne zaproszenie, co było dziwne nawet jak na wyrafinowane relacje. Owi przyjaciele mieszkali zaledwie kilka przecznic, w tym samym małym miasteczku.

Potem Ci oto przyjaciele wpadali do niego na przyjęcie i nudzili się wspólnie udając wzajemne zainteresowanie. Jak Twoje zdrowie? A dziękuję, nawet nieźle.Ach ta pogoda! Znowu te upały. W końcu przychodził  moment szczególny i wyczekiwany, rozmowa schodziła na te tematy,religia, polityka albo jedno i drugie.

Uprzejma wymiana zdań zmieniała się w podniesione tony, podniesione tony w kłótnie, kłótnia w awanturę, a oburzeni przyjaciele wychodzili.

Jednak co trzeba tutaj zaznaczyć, zawsze wracali na kolejne tête-à-tête. Może byli równie samotni jak konserwatywny pan Benoit? Któż to może wiedzieć.

Jedno tylko tu wiadomo, pan Benoit kochał świat takim jakim go zastał w chwili swoich narodzin. Wszystko miało swój porządek, swoje miejsce, czas, godzinę, następowało po sobie według tego samego schematu i planu.


I dziś pan Benoit, jak co wieczór wraca do siebie, nie podejrzewa jeszcze, że za chwilę coś wyprowadzi go z równowagi i to do tego stopnia. Obraz niby ten sam, ta sama uliczka, ten sam widok nudny i przymglony ze swoją średniowieczną historią, ale co to!?. Pan Benoit jakby mógł to złapałby się za głowę. Latarenka- kinkiet nie świeci... Wielkie nieba! Co się stało? A to dopiero początek, przed panem Benoit to, czego boi się najbardziej.

O Sacrebleu!

Zmiany!

...

 

 

 

autor obrazu: Roman Kędzierski. Przejdź do galerii KLIK

 

 

 

 

 Historię o panu Benoit jest oczywiście zmyślona...:D

Doprawiłam ją mojej lampie kupionej za uwaga! 2 E ( to jest 8 zł) na przykościelnej fecie obok naszego mieszkania. Wszystko wyglądało trochę jak wyprzedaż garażowa, trochę jak targ staroci i gdyby nie parafialne plakaty nie domyśliłabym się, że to odpust. Nie mogłam uwierzyć, że ta stara żeliwna lampa, latarenka, kinkiet... cacuszko kosztuje tak niewiele. Zwłaszcza tutaj we Francji, która jest droga memu sercu i memu portfelowi ;D  Nie mam pojęcia ile ma lat i skąd się wzięła, ale od czego jest wyobraźnia ;)

Jakie szczęście, że ją kupiłam :D Czekała na mnie, jestem tego pewna ;)!!!

 

 

 

Na koniec jeszcze mała ciekawostka.


To, że kinkiet to po prostu świecznik albo lampa o specjalnej konstrukcji, umożliwiającej wieszanie jej na ścianie z pewnością wiecie i to nie od dziś ;)

Ale nie wiem czy wiecie czemu/ komu zawdzięcza swoją nazwę?

Otóż podchodzi ona od nazwiska francuskiego aptekarza Antoine Quinquet.


Ów aptekarz w 1783 roku( choć inne źródła podają rok 1778) wybrał się w podróż do Genewy. Tam poznał szwajcarskiego fizyka Ami Arganda. Ten pokazał mu swoją udoskonaloną lampą olejową do latarń morskich. Pan Quinquet taką ulepszoną lampę połączył ją z bocznym zbiornikiem paliwa, nieco poprawił palnik i posadowił całość na wygodnej podstawce, po czym rozpoczął produkcję i sprzedaż takich lamp, które zyskały wkrótce ogromną popularność pod nazwą kinkietów.

 

 

Słonecznego dnia!

Pastelowa Kropka

Ps. Jak Wam się podoba mój nowy nabytek?

Macie jakiś pomysł albo doświadczenie jeśli chodzi o czyszczenie takiej wiekowej lampy ;)?

{flike}

10 komentarzy

  • Maszka

    Świetna historia ! Pozdrawiam - M.

    Maszka środa, 01, lipiec 2015 08:10 Link do komentarza
  • Ania

    Fantastyczna lampa :) Niestety nie mam doświadczenia z czyszczeniem takich lamp więc nie pomogę :( Wygląda obłędnie i jeszcze ta cena :)

    Ania środa, 01, lipiec 2015 17:10 Link do komentarza
  • Ania K.inspiracjewmm

    Wspaniały nabytek :) Uwielbiam takie stare lampy.
    Gdy tylko jestem w mieście z zabytkową starówką od razu szukam takich kinkietów.
    Miłego wieczoru :)

    Ania K.inspiracjewmm środa, 01, lipiec 2015 21:07 Link do komentarza
  • Marta

    Co za historia!
    Pochłonęłam ją jednym tchem! Proszę o więcej! Kinkiet wspaniały- chyba trzeba go oczyścić metalową szczotką z tej rdzy- a co dalej... nie wiem! Pozdrawiam mocno!

    Marta czwartek, 02, lipiec 2015 10:57 Link do komentarza
  • Marta

    Kinkiet cudo! A cała historia bardzo ciekawa :)
    Najpierw wyczyścić z rdzy, a potem maznąć pędzlem :)
    Pozdrawiam serdecznie!
    Marta

    Marta czwartek, 02, lipiec 2015 15:03 Link do komentarza
  • Ola

    Kropko, czy Ty piszesz książki? Wiesz, że świetnie się Ciebie czyta :)

    Ola sobota, 04, lipiec 2015 10:39 Link do komentarza
  • Pastelowa Kropka

    Dzięki :) Zdarza mi się coś skrobnąć na boku ;), w komputerowych szufladach znalazłoby się już pewnie 100 i więcej stron... ;)

    Pastelowa Kropka sobota, 04, lipiec 2015 17:27 Link do komentarza
  • Natalia K

    Takie kinkiety kojarzą mi się zdecydowanie z takimi romantycznymi uliczkami, na których spacerują zakochani...
    Wakacyjne całuski kochana:)

    Natalia K niedziela, 05, lipiec 2015 17:21 Link do komentarza
  • pastel-home.blogspot

    Uwielbiam rzeczy z duszą ;) p.s. zostaję tu na dużej, my pastelowe kobietki powinnyśmy trzymać się razem :D

    pastel-home.blogspot niedziela, 05, lipiec 2015 19:54 Link do komentarza
  • Caroline

    Historia bardzo ciekawa i pochłaniająca, też lubię wyobrażać sobie pochodzenie takich rzeczy:)
    Mój Pan Mąż podpowiada, że domowym sposobem, zakupił by zestaw szczotek  miękkich,drucianych-okrągłych do wiertarki o, różnych długościach drutów. Oczywiście najpierw trzeba wyciągnąć szybki. Bardzo pracochłonne i ciężkie.
    A lżejszym sposobem to oddać to do zakładu choćby ślusarskiego, spawalniczego itp. który by wypiaskował ową lampę. Oczywiście TAKŻE po zdjęciu szybek.
    Jak nie piszesz żadnej książki to powinnaś zacząć :)

    Caroline sobota, 25, lipiec 2015 17:33 Link do komentarza

Skomentuj

Upewnij się, że pola oznaczone wymagane gwiazdką (*) zostały wypełnione. Kod HTML nie jest dozwolony.

Współpraca

zBLOGowani.pl                      wkreceniwdom.com.pl