Czy seriale uczą?, czyli moja "Teoria wielkiego podrywu". Wyróżniony

Cześć! Tegoroczna jesień przykuła mnie do serialu, dosłownie! Chyba jeszcze nigdy nie wciągnęłam się tak bardzo jak teraz. Nie licząc "Breaking Bad", ale to była całkiem inna bajka ;) Czy coś Wam mówi tytuł " The Big Bang Theory"?

Jeśli nic Wam nie mówi, spokojnie. Zacznijmy od początku...

Niedaleka przeszłość. Grudzień 2015 roku, ja w Katowicach, w domu mojej mamy. Mama przed telewizorem, wchodzę do salonu z gorącą herbatą z pieprzem i rozsiadam się obok na beżowej kanapie. Nie odzywamy się do siebie. Wiadomo, leci serial. W pewnej chwili, bliższej, a może nieco dalszej odzywam się ja. Mama, a kim jest ten aktor? Odpowiada wymowną ciszą.  Czyj to facet?  Pytam znowu, bo przecież nie dam za wygraną. Teraz mama odwraca się energicznie i indukuje. Dominika jak chcesz wiedzieć to sama oglądaj, bo ja nie będę ci tłumaczyć całego serialu od początku. Słyszę jej westchnienie i oglądamy dalej. W ciszy. Wiadomo, leci serial ;) Mijają dwie minuty, tyle wytrzymałam. Uśmiecham się niczym osioł ze Shreka i drążę. No, ale kim on jest? Mama po raz kolejny odchyla się w moją stronę, ja w międzyczasie dodaję. Jaki przystojny! Lubię tego aktora. No i w końcu ulega, może pod naporem słowa przystojny, a może pod moim ;). To jest nowy narzeczony Marysi. Tej tutaj? Tak, dokładnie tej. A od kiedy on jest w serialu? Dominika ja ci nie będę wszystkiego tłumaczyć. Wiadomo, nie będzie mi tłumaczyć. Ale jest przystojny. Bardzo! No to prawda. Jest ;) Dwie głowy obracają się w kierunku ekranu...Mama, a jak długo oni są ze sobą?

Czy w tym roku czeka nas podobna scenka rodzajowa? Coś czuję, że tak :) Generalnie nie oglądam telewizji, nie mam telewizora, właśnie za wyjątkiem tego u mamy ;) "M jak miłość" skończyłam na odcinku, w którym bracia Mroczkowie byli jeszcze "ślicznymi" chłopcami ;), a mężem Marysi niejaki Krzysztof Zduński. Mydlane opery takie jak "Klan" czy "Moda na sukces" to niższa półka, o ile nie najniższa ( dno i kilo mułu) i nie będę się wcale wypierać działa to trochę tak jak z "M jak miłość", niby nie oglądam, no chyba, że leci to zerknę ;)... i tak oto raz na jakiś czas wchodzę w miękki i całkiem miły stan odmóżdżania totalnego, osiągam go również pląsając przy disko- polo! Bo ja słucham disco- polo, a co! W końcu bywam "szalona" ;)

Co innego "Kiepscy". W Kiepskich, a należę do miłośników dostrzegam drugie dno, za które uwielbiam ten serial, ale i w jego wypadku nie ma mowy o uzależnieniu czy "przejedzeniu". W każdym razie do tej pory wydawało mi się, że jestem wolna albo przynajmniej mniej podatna niż "przeciętna Kowalska" na tego typu rozrywkę. Myliłam się! Od kilku tygodni moje wieczory przekształciły się w celebrację składającą się z dziesiątek herbat, kaw zbożowych, kieliszków czerwonego wina, kostek czekolady i odcinków serialu " Teoria wielkiego podrywu". A ponieważ zbliżam się powoli do ostatniego sezonu nasunęło mi się pytanie, i CO ja teraz pocznę bez mojego serialu? CO my poczniemy, wszak towarzyszy mi mąż i pomysłodawca oglądania. Czy to był stracony czas? Puste kalorie? Uśpione komórki mózgowe? Czy coś zaniedbałam oddając swoje oczy ulubionym bohaterom?

Absolutnie NIE!

Może zaskoczę Was taką odpowiedzią, ale tak jak w przypadku "Kiepskich", tak i w "Teorii wielkiego podrywu" odkryłam drugie dno i doszłam do wniosku, że nie jest i nie był to stracony czas. Rozrywkowy, to nie znaczy bezwartościowy, a przynajmniej nie musi tego oznaczać. Według mnie istnieją takie seriale, z których można czerpać inspirację, pomysły, a nawet czegoś się nauczyć.  Bohaterowie:  Sheldon Lee Cooper,  Leonard Hofstadter, Penny, Howard Wolowitz, Rajesh Koothrappali, Bernadette Rostenkowski-Wolowitz, Amy Farrah Fowler ośmielę się użyć słowa nauczyli mnie albo pokazali lub też przypomnieli o kilku wartościowych sprawach tegoż wszechświata ;) 

 

Dystans do siebie i nieodłączne z nim poczucie humoru są cechami ludzi otwartych i światłych. A w naszej słabości zawsze możemy odkryć coś przeciwnego. Siłę!

 
Przyjaźń jest tak pięknie kolorowa, bo składa się ze wszystkich kolorów tego świata, w tym szarych, ciemnych i zgniłozielonych.
 
 
Miłość naprawdę jest ślepa, albo po prostu jak mawiała Maria Czubaszek to mózg jest tym najseksowniejszym organem ;)
 
 
To, że nas ktoś doprowadza do szału, to jeszcze wcale nie znaczy, że go nie kochamy. Wręcz przeciwnie :D!
 
 
Pasje i hobby naprawę wzbogacają nas, o nas samych. Kolorowe przedmioty, gadżety, kolekcje, DIY, nasze wnętrza, pyszne posiłki, nowy szalik...  wszystko to tylko materialny obraz tego jakimi jesteśmy tam w środku. Nie bójmy się wyrażać samych siebie.
 
 
Warto czasem mieć znowu siedem lat, niezależnie od wieku kalendarzowego. No bo kto jest bardziej kreatywny ciekawy świata i kto ma większą wyobraźnię niż nasze wewnętrzne dziecko ;)?
 
 
Cierpliwość jest niezbędna niczym woda, niezależnie od rodzaju uczuć jakie w nas kiełkują.
 
 
Bycie sobą jest po prostu szczerością.
 
 
Kobiecość też jest kolorowa i czasem wkłada różowe szpilki, ma też dużo torebek. Nie trzeba się tego wstydzić. To tylko niektóre z tysięcy jej barw ;)
 
 
Wnętrza! Tak moi kochani, na nie też zwróciłam uwagę i może nie są doskonałe i ani trochę skandynawskie, ale za to równie szalone i ciekawe jak ich mieszkańcy. W mieszkaniu  Sheldona i Howard spodobało mi się sporo dodatków w tym zasłona prysznicowa - tablica Mendelejewa, kostka Rubika jako pudełko na chusteczki, molekularny model DNA jako część wystroju i wiele wile innych gadżetów, a także świetne okno ze szprosami.
U Penny zachwyciły mnie z kolei kolorowe dodatki, takie jakie lubię, wyraziste i bardzo ożywiające jej małe mieszkanko, kanapa i kolorowy fotel, a także lampiony nad łóżkiem. A, co ja Wam będę mówić, zobaczcie sami!
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
A jak to jest z Wami? Wciągnęło Was kiedyś? Znacie mój ukochany serial ? Jakie są wasze ulubione seriale :)? Z niecierpliwością czekam na Wasze opinie :)
 
Ps. Tak, wiem "Moda na sukces" została zdjęta z ekranów :P
 

6 komentarzy

  • Marheri

    To mój ukochany serial!!!

    Marheri środa, 09, listopad 2016 10:27 Link do komentarza
  • Marta

    "Sex w wielkim mieście", "Gotowe na wszystko" a w dzieciństwie i młodości "Cudowne lata" i "Beverly Hills 90210". "Teorii wielkiego podrywu" nie oglądałam, ale na wnętrza w filmach (i serialach) zwracam uwagę zawsze i często się zachwycam ;P

    Marta środa, 09, listopad 2016 12:05 Link do komentarza
  • PastelowaKropka

    Marta, "Beverly Hills 90210" to kultowa pozycja tamtych lat, też się wgapiałam :D! A co do "Teorii wielkiego podrywu" to bardzo polecam :)!, ale koniecznie odcinek po odcinku, sezon po sezonie. Bohaterowie odkrywają karty i poznajemy ich z biegiem oglądania, skokowe podejścia mogą nawet zniechęcić. Ale jak się już ich pozna to koniec, miłość :D

    PastelowaKropka środa, 09, listopad 2016 12:15 Link do komentarza
  • Anna K. inspiracjewmm

    "Teorię Wielkiego Podrywu" uwielbiam, to serial zdecydowanie dla mnie. Cenię taki rodzaj humoru.
    I zgadzam się z Tobą, że ten serial uczy i przypomina nam o wielu sprawach.
    Do moich ulubionych seriali należą też "Sex w wielkim mieście" i "Przyjaciele", do których wciąż powracam.
    Dziękuję Ci za dzisiejszy post :) Pozdrawiam cieplutko :))

    Anna K. inspiracjewmm środa, 09, listopad 2016 17:29 Link do komentarza
  • Natalia K

    Ostatnimi czasy prawie w ogóle nie oglądam telewizji, ale lubię obejrzec dobry film czy nawet serial. I to prawda, czasem serial potrafi nas czegoś nauczyć.
    Miłych chwil życzę i ściskam:)

    Natalia K środa, 09, listopad 2016 18:14 Link do komentarza
  • Pani KoModa

    Sheldon jest najlepszy!
    Uwielbiam go! faktycznie jest najlepszy! :)

    Pani KoModa sobota, 26, listopad 2016 18:23 Link do komentarza

Skomentuj

Upewnij się, że pola oznaczone wymagane gwiazdką (*) zostały wypełnione. Kod HTML nie jest dozwolony.

Współpraca

zBLOGowani.pl                      wkreceniwdom.com.pl