Przejażdżka po Andaluzji

 

Zabieram Was teraz w gorące i słoneczne zakątki południa Hiszpanii. Na wycieczką pojedziemy oczywiście pastelowym skuterem :) rozpoczynając MOTO-CYKL STYLE.

Najpierw odwiedzimy Kadyks

Cádiz (Kadyks) to najstarsze miasto tej części Europy. Nie wiele w nim jednak śladów odległej przeszłości. Ruiny rzymskiego amfiteatru to jeden z nielicznych zabytków tamtego okresu. W gęsto utkanym mieście możemy zobaczyć barokowe zdobienia, wąskie zacienione uliczki i zawieszony gdzieś między praniem a barami zapach ryb. W mniej turystycznych knajpkach możemy spróbować prawdziwych morskich specjałów.

Nad-oceaniczna promenada to najpiękniejsza część Kadyksu. Właśnie tam odpoczywają najedzone leniwe koty. Jeśli mamy szczęście napotkamy na swojej drodze  budynek z tabliczką "Pe?a Flamenca". Będzie to najprawdopodobniej bar ze sceną, miejsce dla wtajemniczonych miłośników Flamenco. Obejrzeć taki spektakl to przeżycie jak z innego świata.

W drodze do Rondy możemy zatrzymać się przy malowniczych ruinach zamku.

Ronda leży w górzystym rejonie nad wąwozem El Tajo, dzielącym miasto na starą arabską część i nowe XVI wieczne miasto. Most Puente Nuevo łączący te dwie części. Jeśli macie lęk wysokości lepiej nie spoglądajcie w dół. Most ma ponad 120 metrów wysokości i 160 metrów długości.

Jesteśmy już w Córdobie (Kordobie). Jak w całej Andaluzji widać tu dziedzictwo Maurów. Nie trzeba być wielkim znawcą, by dostrzec wpływ świata Islamu. Zdobienia i rzeźby arabskie przeplatają się ze chrześcijańskim tworząc niepowtarzalny klimat. Najlepszym tego przykładem jest Mezquita, przebudowany na katedrę meczet.

Dotarliśmy do Granady. Nazwa miasta pochodzi od hiszpańskiego owocu grenade (granat). W Granadzie koniecznie musicie zwiedzić słynny kompleks pałacowego z XIII wieku- Alhambrę oraz wybrać się do baru. Kiedy zamówicie kieliszek wina lub szklaneczkę piwa kelner przyniesie Wam małą przekąskę -"tapas". Przy zamówieniu kolejnego trunku przekąska będzie jeszcze większa, a przy ostatnim zamówieniu osiągnie rozmiary prawdziwego dania. Nie, kelner wcale się nie pomylił.... To taki ich miły zwyczaj dodawania poczęstunku do zamówienia.

A skąd się wzięła tradycja małych przekąsek ?tapas?? Jedna z  historii głosi, że podczas panowania Królów Katolickich, wszedł w barach zwyczaj przykrywania butelek z trunkami kawałkami jedzenia (kiełbasy, sera, szynką). Zanim wypiło się alkohol, trzeba było zjeść ?przykrywkę?( po hiszpańsku przykrywać to tapear, a przykrywka to tapa). W ten sposób próbowano spowolnić tempo upijania się gości, zwłaszcza woźniców, którzy przez swoje pijaństwo doprowadzali do licznych wypadków drogowych.

Jedziemy Ruta de los Pueblos Blancos, czyli tak zwanym Szlakiem Białych miasteczek Andaluzji. Zatrzymujemy się w jednym z  nich -Zahara de la Sierra. Na zielonym zboczu górskim cieszą nas swym widokiem domki z pobielanymi fasadami skupione ciasno jeden obok drugiego. Wioska odcięta  jest od świata przez surowy górski teren i jezioro, od którego wzięła swą nazwę. Odcięta jest także od turystów, którzy nie odkryli jeszcze tego pięknego regionu. I niech tak pozostanie, niech to będzie nasza mała tajemnica ;)

Na koniec odkrywamy stolicę Andaluzji - Sevillę (Sewilla). Zwiedzając stare miasto naszą uwagę przykuwa Giralda ?dzwonnica Katedry Najświętszej Marii Panny w, która pełniła początkowo funkcję minaretu. Co ciekawe odwiedzający Polskę Hiszpanie, gdy tylko zobaczą Pałac Kultury i Nauki w Warszawie wspominają swoją Giraldę. Ma to swoje uzasadnienie historyczne. Stalin swego czasu zapragnął postawić w Rosji drapacze chmur. Rosyjscy architekci wzorowali się na wieżowcach z USA, które to z kolei czerpały z sewillijskiej Giraldy. Wtedy też Rosja podarowała nam Pałac Kultury, lecz ten  w przeciwieństwie do swoich rosyjskich grubych sióstr  zaprojektowano dużo smuklejszym. Dzięki temu odchudzającemu zabiegowi można w nim dostrzec pierwowzór, czyli Giraldę.

Jak już wcześniej wspomniałam Sevilla (Sewilla) to artystyczna, kulturalna i finansowa stolica Andaluzji. Znana z Flamenco i gorącego klimatu. Historia tego barwnego miasta jest długa i bogata. Nie będę jej tutaj jednak przytaczać. Zamiast tego zabiorę Was na " tapas" :)

Żeby poczuć klimat Sevilli najlepiej udać się do jednego z tamtejszych barów. Tam bez zbędnej kurtuazji obsłuży nas kelner krzyczący jednocześnie do ludzi ze stolika obok. Będzie tak głośno, że ledwie będziemy słyszeć swojego rozmówcę. Papierki i pestki oliwek wszyscy będą wyrzucać pod stoły, do jedzenia dadzą nam właśnie "tapas", do picia piwo w małych szklaneczkach. Gdy zdecydujemy się wracać autobusem zrozumiemy, że przestrzeń prywatna to pojęcie całkowicie względne. Nagle ktoś wyciągnie gitarę i zagra Flamenco, a gdy jakaś starsza pani o coś zapyta cały autobus włącznie z kierowcą zacznie jej odpowiadać z wielkim przejęciem i zaangażowaniem. To miasto tętni życiem i widać to na każdym jego rogu, a ?la alegria?, czyli radość unosi się w powietrzu.

Autorzy zdjęć: Mateusz, Andrzej, Dominika

Zapraszam również tutaj: Styl Andaluzyjski- Estilo Andaluz

Źródła: http://www.globtroter.plhttp://www.peregrynacje.plhttp://obiezyswiat.orghttp://taparica.com

{flike}

 

Więcej w tej kategorii: « Lawendlove Kolorowe uliczki »

1 komentarz

  • pani wojażer

    Gdy byłam mała, dostalam od swojego ojca magicznie kolorową pocztowke z Grenady. Od tamtej pory wymarzyłam sobie, by odwiedzić Andaluzję :) niestety jest to na razie poza moim zasięgiem, no ale mogłam chociaż piczyać trochę tutaj na blogu i ożywić wspomnienia :) pizdrawiam, Pani Wojażer :)

    pani wojażer niedziela, 15 czerwiec 2014 17:05 Link do komentarza

Skomentuj

Upewnij się, że pola oznaczone wymagane gwiazdką (*) zostały wypełnione. Kod HTML nie jest dozwolony.

Współpraca

zBLOGowani.pl                      wkreceniwdom.com.pl